Śródleśne jeziora i podmokłe torfowiska to miejsca niezbyt chętnie odwiedzane przez człowieka. Roje brzęczących owadów, zachwaszczone brzegi, lekko kwaśna woda i brak ryb nie zachęcają ani do wypoczynku ani do wędkowania. Tak jest obiegowa opinia o tych miejscach. Człowiek skwapliwie omija leśną wodę. Na szczęście. Leśne zbiorniki wodne to bowiem miejsca, które aż kipią życiem. Tym, widzialnym gołym okiem i tym, które zwykło nazywać się mikrokosmosem. Antropopresja jest tam niemal niezauważalna. Być może dlatego zachowały się tam gatunki roślin i organizmów zwierzęcych, których przodkowie żyli w odległych epokach w dziejach Ziemi. Trzeba doprawdy naukowej pasji i dużej potrzeby poznawania, by zlokalizować i usystematyzować całe, egzystujące w leśnej wodzie i w bezpośredniej jej bliskości życie.
Podstawą wszelkiego życia jest woda. W lesie niedostatecznie zasilanym w wodę procesy życiowe słabną, rośliny i zwierzęta tracą odporność i w końcu giną. W epoce Wielkiej Melioracji nie chciano pamiętać o tych prostych regułach. Tysiące kilometrów rowów odwadniających zrobiło swoje. Z lokalnego krajobrazu zniknęło wiele śródleśnych jezior i cieków wodnych. Na wiele lat w tych miejscach zagościł niemal stepowy widok. Wraz z ustępującą wodą ustępowało też życie. Wiele gatunków roślin i zwierząt znalazło się na listach organizmów ginących.
Mozolne przywracanie życia w tych miejscach należało rozpocząć od przywracania tam wody. Czasem proste zabiegi retencyjne powodowały trwałe zmagazynowanie wody. Cichym i niezwykle skutecznym sojusznikiem tych działań jest bóbr – zwany często najskuteczniejszym inżynierem środowiska.
Flora i fauna śródleśnych zbiorników wodnych jest przebogata. Od wielu lat unikatowość tych miejsc bada i opisuje prof. Stanisław Czachorowski z Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Interesującą opowieść prof. Czachorowski uzupełnił własną kolekcją zdjęć.






07.01.2012 o 10:31
Urokliwa opowieść, pełna pasji. Zdjęcia oddają klimat tych miejsc.